Mama Manousch

6U9C8151-2

Ostatnia sobota lutego i taka niespodzianka! Kiedy planowaliśmy to sobotnie wyjście, nawet przez myśl nam nie przeszło, że cały poranek towarzyszyć nam będzie słońce i niemalże wiosenna aura.

To prawda, planowaliśmy długo, ale dlatego, że czekaliśmy na kilka nowych miejsc, regenerowaliśmy się i zbieraliśmy pomysły. A w tym czasie, ekipa powiększyła się o kolejnego miłośnika dobrego jedzenia i stałego bywalca wrocławskich restauracji.

6U9C8147-2

6U9C8137-2

Do rzeczy! Dlaczego akurat Mama Manousch? Bo intrygująca nazwa sprawiła, że niecierpliwie wyczekiwaliśmy otwarcia. I w końcu jest. Idziemy! Wita nas ciepłe wnętrze. Już od progu czujemy zapach słodkiego pieczywa albo domowego ciasta. Uwagę przykuwa kolorowy sufit i fantastyczne schody prowadzące na antresolę restauracji. Drewno, chłodne barwy, wysokie krzesła, duże okna wpuszczające dzienne światło i świeże kwiaty. Naprawdę robi wrażenie… Szczególnie że z zewnątrz Mama Manousch prezentuje się całkiem niepozornie – jak większość lokali przy Świdnickiej.

6U9C8130-2

6U9C8089-2

6U9C8128-2

6U9C8127-2

Wybieramy stolik na parterze, tak by mieć widok na cały lokal i gablotkę ze słodyczami, po czym chwytamy menu. O tej porze obowiązuje wyłącznie karta śniadaniowa.

6U9C8099-2

Pani Łasuchowa zaczęła od latte (9 PLN). Następnie wnikliwie przeglądając menu, decyduje się na danie, które najczęściej obnaża zdolności kulinarne szefów kuchni – szakszukę (24 PLN). Niby takie proste, a okazuje się, że jajko z wypływającym żółtkiem, otulone przez aromatyczny pomidorowy sos, to nie lada wyzwanie!

6U9C8111-2

Pan Łasuch dociera na spotkanie jako ostatni, dlatego jest zmuszony decydować szybko. Burczenie w brzuchach to nie temat do dyskusji, więc wybór pada na omlet (14 PLN) z dodatkowym kozim serem (5 PLN) i latte (9 PLN).

6U9C8113-2

Głodny brzuch Liska także wymarzył sobie omlet, jednak z dodatkiem kurczaka. Co więcej, był mile zaskoczony, gdy zapytana o bezglutenowe opcje obsługa restauracji odpowiada: „Mamy bezglutenowe pieczywo”. Bez dodatkowych kosztów! Ogromny plus dla Mamy Manousch już w pierwszym tygodniu działalności! Jeszcze zielona, kwiatowa herbata (9 zł) i zostaje tylko cierpliwie czekać na zamówienie.

Dania podawane są na łupkach – tych samych, które swoje zastosowanie odnalazły uprzednio w kuchni molekularnej. Do każdego dania zaserwowano pieczywo – bezglutenowe, lekko chrupiące tosty w osobnym koszyczku oraz masło i spory kawałek pszennej bagietki u Pani i Pana Łasuchów. Omlety różnią się jedynie zawartością. Smaczne, bo niewysuszone na wiór. Kurczak w daniu Liska miękki i dobrze przyprawiony, a kozi ser Pana Łasucha ładnie rozpływa się we wnętrzu omleta. Znikają równie szybko, jak się pojawiły.

6U9C8116-2

Pani Łasuchowa nieufnie spogląda na szakszukę. Może dlatego, że całość przykryta jest zupełnie niepotrzebną garścią rukoli. „Rukola i szakszuka…?” – myślimy i szybko zauważamy, że w kuchni Mamy Manousch rukola służy za element dekoracyjny każdego dania. Co do samego smaku Pani Łasuchowa nie ma zastrzeżeń. Jajko rozpływa się pod naciskiem widelca. Parujący, lekko korzenny sos — pikantny jak należy. Może powinien być nieco „słodszy”, ale całość naprawdę dobrze komponuje.

6U9C8139-2

Na koniec, Pan Łasuch (trochę za namową Pani Łasuchowej) postanawia skusić się jeszcze na danie polecane tego dnia przez restaurację – pankejki z owocami. Opis fantastyczny – kawior, słodka espuma, coulis… ale czar pryska, kiedy danie pojawia się na stole. Trzy maleńkie placuszki z ricotty (na szczęście już bez rukoli na wierzchu!), wcale niesłodka espuma, kapka coulis i dziwne żelki. Próbujemy wszyscy i nie kryjemy rozczarowania… Szczególnie że cena niestety nie idzie w parze ze smakowymi oczekiwaniami (19 PLN).

6U9C8149-2

Na stole pojawiają się maleńkie, urocze słoiczki z zapisem „Dziękujemy” – miły akcent na zakończenie wizyty w restauracji. Lisek dopija herbatę – dobrego gatunku, aromatyczną i taką, którą chciałoby się jeszcze wypić nieraz. Po kawie zostaje tylko mleczna pianka. Jeszcze raz przyglądamy się bajecznemu sufitowi.

Wychodząc mamy lekki niedosyt. W zasadzie wszystko było poprawnie, nie jesteśmy głodni ani zdegustowaniu… ale po cichu liczyliśmy na jakieś „wow”. Czy wrócimy? Zdecydowanie! Spróbować czegoś z regularnej karty. Albo zamówić przekąskę do wina w towarzystwie przyjaciół. Albo tym razem skusić się na coś z gablotki ze słodkościami.

Mama Manousch
ul. Świdnicka 4, Wrocław
http://mama-manousch.com/
http://www.facebook.com/mama.manousch

1 Comments:

  • Mama Manousch

    Dziękujemy za dobre słowo i piękne zdjęcia. Pankejki, pełna zgoda. Bijemy się w pierś, posypujemy głowę popiołem. Dopracowaliśmy recepturę, wsłuchaliśmy się w zdanie naszych Gości. Już zostały zmienione. Nomen omen nad omletem również ostatnio jeszcze dość mocno pracowaliśmy i go dopieszczaliśmy. Zapraszamy na dania z regularnej karty. A na ciacho to choćby jutro. Wstawiamy do pieca Baklavę <3