Mexico Bar

mexico_01

Mexico Bar na Rzeźniczej to chyba najstarsza i najbardziej oblegana restauracja meksykańska we Wrocławiu. Widok pustych stolikow jak na zdjęciu powyżej jest tam rzadkością, a już na pewno w weekendy. Chodzimy tam od lat i z każdą kolejną wizytą nasz entuzjazm słabł, a ceny rosły. Wracaliśmy tam jednak dla rewelacyjnych tortilli i nie raz staliśmy w kolejce w oczekiwaniu na stolik. Tym razem udało nam się wygospodarować trochę czasu w środku tygodnia i poszliśmy do Mexico Baru na obiad.

mexico_02

Do picia zamowiliśmy koktajle bezalkoholowe: Saltamontes (11 PLN) dla Pana Łasucha i Virgin Colada (12 PLN) dla mnie. Oba miały ciekawy, niespotykany smak. Saltamontes to połączenie soku bananowego, winogronowego, ananasowego i cytrynowego, a Virgin Colada to syrop kokosowy zmieszany z sokiem ananasowym.

mexico_03

Byłam tego dnia wyjątkowo głodna, więc zaczęłam od zupy i to mi uratowało cały posiłek. Sopa de frijoles (12 PLN), czyli zupa z czarnej fasoli, była rewelacyjna. Kremowa i odpowiednio pikantna, z dużą, ale nie za dużą ilością czosnku. Do tego kleks śmietany i dwie świeżo usmażone tortille pszenne. Palce lizać.

mexico_04

Pan Łasuch tradycyjnie zamówił enchiladas – zestaw 4 pszennych tortilli, zapiekanych z serem mozzarella, ryżem paella, sałatą i fasolą pinto oraz sosem ranchera, crema blanca i guacamole (34 PLN). Każda tortillę wybrał z innym nadzieniem i na jego talerzu wylądowały enchiladas con carne (z wołowiną), de pollo (z kurczakiem), de espinacas (ze szpinakiem) i con queso (z serem). Ze wszystkich zdecydowanie najlepsza była ta wołowa, a najbardziej mdła szpinakowa. Same placki jak zawsze bardzo smaczne i świeże, pieczone na miejscu. Jednak muszę się przyczepić do kilku elementów tego dania. Przede wszystkim sos guacamole bardzo się popsuł – obecnie jest nafaszerowany cebulą i o burym kolorze, dawniej był cudnie zielony i zbilansowany w smaku. Sos ranchera również był wybitnie cebulowy. Poza tym danie godne polecenia.

mexico_05

Ja przy zamówieniu wahałam się pomiędzy kurczakiem z sosem mole poblano a chilli con carne. Wygrał ten pierwszy, ale niestety ja przegrałam. Mole poblano (28 PLN), czyli w wykonaniu Mexico Baru to grillowana aż do twardości pierś kurczaka w pikantnym sosie czekoladowym, która była nazwyczajniej niezjadliwa. Sos niewiele miał wspólnego z klasycznym mole poblano i jedyne, co dało się w nim wyczuć to ogromna ilość soli i ostrość. Czasem na ząb wpadały ziarenka sezamu, a po kolorze można było przypuszczać, że dodano do niego czekolady. W smaku niestety nie dało się nic więcej wyczuć, jednym słowem tragedia. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się żebym w restauracji nie była w stanie przełknąć dania, kiedyś musiał być ten pierwszy raz, szkoda tylko, że stało się to w lubianym przez nas Mexico Barze.

mexico_06

Mimo wpadki z mole poblano polecamy Mexico Bar, bo nigdzie we Wrocławiu nie ma lepszych tortilli. Wystrój lokalu, stylizowany na meksykańskie bary robi świetną atmosferę, a ceny nadal są dość atrakcyjne. Za obiad zapłaciliśmy 97 PLN.

Mexico Bar
ul. Rzeźnicza 34, Wrocław
http://www.facebook.com/MexicoBarWroclaw

7 komentarzy

  • Marta

    Z takich meksykańskich restauracji polecić muszę jeszcze Mexico Bar na Sępa-Szarzyńskiego. Miejsce małe i przytulne, wystrój typowy, dodatkowym plusem jest dla mnie gramofon i same fajne płyty :-) No i niesamowite jedzenie, przepyszne, wszystko (włącznie z nachosami) robione na miejscu. Jak dla mnie bije Mexico z Rzeźniczej na głowę :-)

  • Pingback: The Mexican | Wrocław od kuchni()

  • Kelner

    „Same placki jak zawsze bar­dzo smaczne i świeże, pie­czone na miej­scu.” – jako były pracownik Mexico Bar (barman/kelner) muszę rozczarować – tortille nie są pieczone na miejscu, są kupowane i podgrzewane w mikrofalówce po nałożeniu farszów, a przed podaniem dania. Wołowina (kupowana na tackach – najtańsza) nie zawsze jest świeża, podobnie kurczak (pamiętam jak jedna z dziewczyn na kuchni wąchała kawałki pokrojonego kurczaka i śmiała się, że już śmierdzi, ale się da „zreanimować”). Jak ktoś bywał tam często, to wie o czym mówię – dało się wyczuć, kiedy produkty były świeże, a kiedy nie. Ja osobiście zajadałem się daniami serwowanymi w Mexico Bar (pracownicy mogli zjeść obiad za darmo, soków i alkoholu niestety nie można było „dotykać” :-) ) i uwielbiałem enchilada z wołowiną. kurczakiem i serem (sic!), były też lata kiedy jako klient jadałem tam codziennie obiady (jeszcze przed drastyczną podwyżką cen i zwolnieniem się starej kadry, która mogła mi „szepnąć” co jest świeże, a czego lepiej nie brać). Wg mnie dobre czasy Mexico Bar minęły, ceny urosły, a jakość i wielość dań spadają z roku na rok, a szkoda…

  • beata

    Ochy da !!!!!!!

  • Bartosz

    Byłem na razie dwa razy. Za pierwszym razem kurczak był niesmaczny, a za drugim dostałem piwo w brudnym kuflu.
    Jak chcą pozostać na rynku i pozyskiwać klientów – powinni bardziej się postarać.
    Wystrój wnętrza – jak dla mnie rewelka! Klimatyczny i brudny w dobrym tego słowa znaczeniu.

  • Untitled

    Zdecydowanie odradzam.

    Pobyt w tym lokalu zakończył się poważnym zatruciem kilku osób. Absolutnie to miejsce nie powinno istnieć ze względu na jakość jedzenia oraz higienę miejsca. Potrawy zostały tylko ładnie opakowane, skrywając pod postacią przypraw i dodatków prawdziwe oblicze zepsutego mięsa. Na myśl jak bardzo mięso było nieświeże przechodzą mnie do tej pory dreszcze. Wspaniały pobyt we Wrocławiu zakończył się agonią w hotelowym łóżku, a jedynym kierunkiem była toaleta.

    Sprawa została zgłoszona do sanepidu, niestety instytucja zazwyczaj niechętnie nakłada grzywny na lokale, które szkodzą zdrowiu, a jeżeli już to następuje, wysokość ich jest promilem przychodu. Największą siłą jest nieobcowanie z tym miejscem co może wtedy przyczynić się do faktu, iż ten lokal nie będzie już zatruwać ludzi.

  • Natalia Zet

    W mexico bar byliśmy dziś po raz pierwszy i ostatni. Najgorsze meksykańskie jedzienie jakie jadlam. pierwsze wrażenie to miska wyglądało hak miska dla mojego pieska. W głębokim talerzu ryż kurczak sałata polane sosem.. i tak: ryż rozgotowany jak do kleiku, kurczak suchy polany czerwonym sosem który samakowal jak koncentrat pomidorowy z dodatkiem chilli… najsmaczniejsza była sałata świeża chrupiaca. Mąz zamowil taco 3 rozne i bylo jeszcze gorzej… nigdy wiecej