Dinette II

6U9C0253-2

Temperatura rośnie, a wraz z nią ape­ty­ty na coś nowe­go, lek­kie­go i świe­że­go. Zatem gdy spo­tka­li­śmy się w kom­ple­cie w cen­trum i padło pyta­nie: to gdzie byśmy poszli na lunch? Odpowiedź mogła być tyl­ko jed­na: do nowe­go Dinette oczy­wi­ście!
Tutaj trze­ba nad­mie­nić, że Dinette w Sky Tower jest jed­ną z ulu­bio­nych miej­scó­wek Pani Łasuchowej. Ja z kolei bli­żej zapo­zna­łam się z Di, gdzie poko­cha­łam śnia­da­nia i dosko­na­łą kawę. Do nowe­go loka­lu tej mar­ki szli­śmy więc z jak naj­bar­dziej pozy­tyw­nym nasta­wie­niem, ale tak­że z wyso­ki­mi ocze­ki­wa­nia­mi.
Dinette ma przede wszyst­kim dosko­na­łą loka­li­za­cję. Zajmuje więk­szą część par­te­ru zmo­der­ni­zo­wa­nej kamie­ni­cy naprze­ciw­ko Opery. Warto wspo­mnieć, że tak jak w Sky Tower mamy do czy­nie­nia z dwo­ma loka­la­mi: obia­do­wo – lun­cho­wą Dinette i śnia­da­nio­wo – kawo­wą Di. Ten podział może mylić, zwłasz­cza, że jest to jed­no pomiesz­cze­nie, ale o tym za chwi­lę.

6U9C0254-2

6U9C0258-2

6U9C0255-2

Przywitała nas kel­ner­ka i brak wol­nych sto­li­ków. Na szczę­ście uda­ło się wygo­spo­da­ro­wać czte­ry miej­sca przy dużym, wspól­nym sto­le. Wystrój jest świet­ny. Jeśli ktoś był w Sky Tower, wie cze­go się spo­dzie­wać: nowo­cze­sne wnę­trze w jasnym drew­nie, orga­nicz­ne kształ­ty mebli, a nad sto­łem „ławi­ca” lam­pek z mlecz­ne­go szkła. Nowością są ele­men­ty w kolo­rze tur­ku­su nad barem. Byłam cał­ko­wi­cie zachwy­co­na, gdy oka­za­ło się, że nawet „gał­ki” na lustrza­nych drzwiach do toa­let są wyko­na­ne z oszli­fo­wa­nych w obłe kształ­ty kawał­ków drew­na – widać tu dużą spój­ność i dba­łość o każ­dy detal. Duże witry­ny zapew­nia­ją mnó­stwo świa­tła, a podział na dwie stre­fy (Di i Dinette) widać jedy­nie w zmia­nie mebli i menu leżą­cych na sto­le.
Po otrzy­ma­niu kart dłuż­szą chwi­lę deba­to­wa­li­śmy nad zamó­wie­niem. Menu jest krót­kie, ale opi­sa­ne w nim potra­wy brzmią tak ape­tycz­nie, że mie­li­śmy ocho­tę spró­bo­wać wszyst­kie­go! W koń­cu wybra­li­śmy czte­ry dania oraz chłod­nik, a tak­że lemo­nia­dy do picia.
Tu pierw­sze zasko­cze­nie – w kar­cie Dinette jest bar­dzo nie­wie­le napo­jów – głow­nie alko­ho­le i kawa. By dostać coś inne­go trze­ba pofa­ty­go­wać się po menu Di, gdzie moż­na wybie­rać spo­śród lemo­nia­dy, soków i kok­taj­li. Wszystko faj­nie, tyl­ko że obsłu­gu­ją­ca nas kel­ner­ka poin­for­mo­wa­ła, że napo­je z kar­ty Di trze­ba zamó­wi oso­bi­ście przy barze Di, w któ­rym obo­wią­zu­je samo­ob­słu­ga… Oczywiście to nie jest duży pro­blem, ale jed­nak wpro­wa­dza lek­ki cha­os i zdzi­wie­nie. (Edit: dowie­dzie­li­śmy się, że ta kwe­stia zosta­ła już roz­wią­za­na i dania z Di moż­na bez pro­ble­mu zama­wiać u kel­ne­rek).

6U9C0266-2

W loka­lu było spo­ro gości, ale czas ocze­ki­wa­nia umi­li­ły nam małe „cze­ka­deł­ka” – bób w dres­sin­gu zio­ło­wym z chle­bo­wą kru­szon­ką. Bardzo sym­pa­tycz­na i smacz­na przy­staw­ka na zaostrze­nie ape­ty­tu.

6U9C0289-2

W mię­dzy­cza­sie na sto­le poja­wi­ły się lemo­nia­dy (kla­sycz­na, poma­rań­czo­wa i gra­pe­fru­ito­wa, 7 PLN każ­da). Co tu dużo mówić – były dosko­na­łe! Smaki pocho­dzi­ły z owo­ców, a z nie syro­pu, napo­je nie były prze­sło­dzo­ne, całość wień­czy­ła spo­ra ilość mię­ty. Za ten smak jestem w sta­nie wyba­czyć zamie­sza­nie przy zama­wia­niu :)

6U9C0268-2

6U9C0271-2

6U9C0285-2

Co war­to zauwa­żyć już na tym eta­pie – obsłu­ga jest bar­dzo kom­pe­tent­na, mimo dziw­nych zwy­cza­jów na pozio­mie orga­ni­za­cyj­nym. Kelnerka zna­ła kar­tę, potra­fi­ła wie­le powie­dzieć o daniach, uza­sad­nić decy­zje kucha­rzy co do skład­ni­ków, a tak­że zadba­ła o to, aby dania poja­wi­ły się w odpo­wied­niej kolej­no­ści. Na począ­tek Pan Łasuch otrzy­mał cie­ka­wie poda­ny chłod­nik mig­da­ło­wy (15 PLN). Otóż na sto­le poja­wił się osob­no talerz z ele­men­ta­mi „sta­ły­mi” chłod­ni­ka i osob­no dzba­nu­szek z czę­ścią płyn­ną. Bardzo inte­rak­tyw­ny spo­sób poda­nia zupy :) Chłodnik był smacz­ny, dobra­ne skład­ni­ki dobrze ze sobą gra­ły, zasko­cze­niem były świet­nie pasu­ją­ce do buracz­ków wino­gro­na. Rozczarowaniem był nie­mal nie­wy­czu­wal­ny mig­da­ło­wy smak. Wielkość por­cji jest raczej degu­sta­cyj­na.
Reszta dań poja­wi­ła się na sto­le dosłow­nie rów­no­cze­śnie – bar­dzo duży plus dla obsłu­gi. Ja sku­si­łam się na tata­ra, Pan Łasuch wybrał kur­cza­ka kuku­ry­dzia­ne­go, Pani Łasuchowa otrzy­ma­ła wio­sen­ne tab­bo­ulech, zaś nasza kole­żan­ka zie­lo­ne risot­to. Dania pozo­sta­wi­ły po sobie mie­sza­ne uczu­cia. Na począ­tek poda­nie – tu nie ma żad­nych wąt­pli­wo­ści, kucha­rze z Dinette to mistrzo­wie. Każde danie było dopra­co­wa­ne w naj­mniej­szym szcze­gó­le nawet zasta­wa była dobra­na do dania! A jeśli cho­dzi o smak…

6U9C0303-2

6U9C0311-2

Zacznijmy od moje­go tata­ra ze szczy­pior­kiem i pra­żo­nym seza­mem poda­wa­ne­go z masłem miso i grzan­ka­mi (24 PLN). Byłam bar­dzo zado­wo­lo­na ze swo­je­go wybo­ru, por­cja była aku­rat­na i bar­dzo ape­tycz­nie poda­na. Mięso było posie­ka­ne (!!!) w dość duże kost­ki, deli­kat­nie przy­pra­wio­ne. Zauważyliście coś? Brak tu cha­rak­te­ry­stycz­nych dodat­ków – pikli, cebul­ki czy nawet żółt­ka. W roz­mo­wie z kel­ner­ką dowie­dzia­łam się, że to celo­wy zabieg kucha­rzy, któ­rzy chcie­li posta­wić na smak same­go mię­sa. Mam co do tego mie­sza­ne uczu­cia – z jed­nej stro­ny fak­tycz­nie, mię­so było świet­ne, bar­dzo dobrej jako­ści, ale napraw­dę bra­ko­wa­ło mi w tym daniu cze­goś kwa­sko­we­go. Może to kwe­stia przy­zwy­cza­je­nia? Jako doda­tek poda­no cie­ka­we masło miso, któ­re mia­ło przy­jem­ny sło­ny smak z nut­ką uma­mi. Do masła dosta­łam grza­necz­ki gru­bo­ści list­ków (do dziś się zasta­na­wiam, jak uda­ło się pokro­ić tak cien­ko chleb?). Grzanki były bar­dzo chrup­kie, dobrze kon­tra­stu­ją­ce z kon­sy­sten­cją mię­sa, ale rów­no­cze­śnie tak deli­kat­ne, że nabra­nie na nie masła lub ich posma­ro­wa­nie gra­ni­czy­ło z cudem – w palach zosta­wa­ły okrusz­ki. Z mojej stro­ny duży plus za jakość skład­ni­ków i spo­sób poda­nia, ale jed­nak nie jestem pew­na, czy war­to tak dale­ko ucie­kać od kla­sy­ki.

6U9C0305-2

Pani Łasuchowa wybra­ła „wio­sen­ne tab­bo­ulech” (25 PLN). Była to waria­cja na temat libań­skiej sałat­ki zawie­ra­ją­ca kaszę gry­cza­ną, fasol­kę szpa­ra­go­wą, bób, gro­szek i inne wio­sen­ne skład­ni­ki, w tym sied­mio­lat­kę (ten skład­nik musie­li­śmy „wygo­oglać” – jest to warzy­wo podob­ne do szczy­pior­ku, ale łagod­niej­sze w sma­ku) oraz orze­chy. Pani Łasuchowa chwa­li­ła świe­że, smacz­ne skład­ni­ki, dobrze dopra­wio­ną kaszę i cha­rak­te­ry­stycz­ny dla tego dania doda­tek mię­ty i orze­chów. Minusem było to, że na tale­rzu zna­la­zła się mie­szan­ka skład­ni­ków, któ­re funk­cjo­no­wa­ły tro­chę obok sie­bie. Brakowało jakiejś myśli prze­wod­niej, może dres­sin­gu, któ­ry by wszyst­ko spiął w jed­ną całość.

6U9C0296-2

Pan Łasuch zde­cy­do­wał się na naj­bar­dziej obia­do­we danie, czy­li pierś z kur­cza­ka kuku­ry­dzia­ne­go z ziem­nia­ka­mi con­fit, warzy­wa­mi sezo­no­wy­mi, kusku­sem z bro­ku­łu i poma­rań­cza­mi (36 PLN). Było to naj­droż­sze, ale też naj­bar­dziej sycą­ce danie ze wszyst­kich, por­cja była napraw­dę słusz­na i Pan Łasuch najadł się do syta. Mięso z kur­cza­ka było soczy­ste i ide­al­nie mięk­kie, świet­nie zgra­ne z sosem. Bardzo cie­ka­wy był kuskus z bro­ku­łu, a doda­tek poma­rań­czy doda­wał świe­żo­ści i nie­zbęd­ne­go kon­tra­stu sałat­ce. Jedynie ziem­nia­ki były… nie­wi­docz­ne i to nie­mal dosłow­nie. Zapytany o ziem­nia­ki Pan Łasuch zdzi­wił się, bo ich nie zauwa­żył. Może to kwe­stia dosko­na­łe­go kur­cza­ka, albo tak ide­al­nej har­mo­nii dania, a może roz­tar­gnie­nia pana Łasucha – sami zde­cy­duj­cie ;)

6U9C0292-2

Na koniec zosta­wi­łam zie­lo­ne risot­to naszej kole­żan­ki (28 PLN). Muszę coś wyznać – nie prze­pa­dam za risot­to, więc nie jestem pew­nie obiek­tyw­na. Danie zawie­ra­ło ryż car­na­ro­li, zie­lo­ne warzy­wa, w tym szpi­nak, puree cytry­no­we i par­me­zan. W kon­sy­sten­cji było to… no risot­to. Twardawy ryż (według Pani Łasuchowej zbyt twar­dy) w zie­lo­nym sosie. Smak był faj­ny, bar­dzo dobrze na tle innych warzyw wypa­dał słod­ki, mło­dy gro­szek, kon­tra­stu­ją­ce z ryżem puree cytry­no­we i cie­ka­wie poda­ne szpa­ra­gi. Jednak, jak to risot­to, danie jest dość zapy­cha­ją­ce i mdłe – nawet nie za dużą por­cję cięż­ko zjeść na raz. Risotto nie zdo­by­ło moje­go ser­ca, ale nasza zna­jo­ma była cał­kiem zado­wo­lo­na ze swo­je­go wybo­ru.

6U9C0313-2

Za napo­je, chłod­nik i dania dla czte­rech osób zapła­ci­li­śmy 157 PLN. Trzeba doce­nić świet­ną loka­li­za­cję i wystrój loka­lu, pro­fe­sjo­nal­ną obsłu­gę, wyso­kiej jako­ści skład­ni­ki i este­tycz­ne poda­nie potraw. Jeśli wyda­je wam się, że mie­li­śmy dużo zastrze­żeń do dań, to jest to wyni­kiem zawie­sze­nia poprzecz­ki wyjąt­ko­wo wyso­ko. Dinette to zde­cy­do­wa­nie miej­sce z kla­są, dla sma­ko­szy, w związ­ku z tym i wyma­ga­nia rosną. Trzeba tak­że wziąć pod uwa­gę, że lokal jest dość nowy. Na pew­no pole­ca­my Dinette na smacz­ny, nie­śpiesz­ny lunch (tak wspa­nia­łym jedze­niem wręcz nie wypa­da się nie delek­to­wać) lub obiad. Atmosfera jest bar­dzo miła – w loka­lu nie ma ani krzty­ny zadę­cia czy sno­bi­zmu. Klasa wyra­ża się w podej­ściu do klien­ta i dba­ło­ści o szcze­gó­ły zarów­no dań, jak i wystro­ju. Na pew­no wró­ci­my do Dinette, zwłasz­cza że nie­dłu­go zmie­nia się menu. Będziemy rapor­to­wać, czy nowe Dnette doro­śnie do legen­dy star­szej sio­stry ze Sky Tower.

Tymczasem – daj­cie znać w komen­ta­rzach, co sądzi­cie o Di i Dinette? Zwłaszcza cie­ka­wi nas wasza opi­nia o podzia­le jed­ne­go loka­lu na dwa – u nas wywo­ła­ło to krót­ką, ale oży­wio­ną dys­ku­sję :) No i cze­ka­my tak­że na wasze suge­stie – gdzie powin­ni­śmy pójść następ­nym razem? W pla­nach mamy piz­ze­rię Niezły Dym (dosłow­nie naprze­ciw­ko Dinette), ale może jest jakiś lokal, o któ­rym chcie­li­by­ście poczy­tać? Czekamy na opi­nie i pole­ce­nia :)

Dinette
pl. Teatralny 8, Wrocław
http://dinette.pl/
http://www.facebook.com/dinettepl

2 komentarze