Vertigo

6u9c0992-2

Wielkimi kro­ka­mi zbli­ża się wiel­kie świę­to wszyst­kich sma­ko­szy: Restaurant Week! Nasze peł­ne wyrze­czeń życie blo­ge­rów kuli­nar­nych wresz­cie zaowo­co­wa­ło, ponie­waż zosta­li­śmy dostrze­że­ni przez orga­ni­za­to­rów i popro­sze­ni o uczest­nic­two w tego­rocz­nym Restaurant Week w roli Ambasadorów. Wiąże się to z bar­dzo przy­jem­nym obo­wiąz­kiem – na dwa tygo­dnie przed festi­wa­lem mie­li­śmy oka­zję wypró­bo­wać menu jed­nej z restau­ra­cji bio­rą­cych udział w naj­now­szej edy­cji. Na wstę­pie musi­my się przy­znać, że tro­szecz­kę zła­ma­li­śmy przy tym swo­je zasa­dy – zosta­li­śmy zapro­sze­ni, a więc nie zapła­ci­li­śmy za posi­łek, a tak­że spo­dzie­wa­no się nas w restau­ra­cji. Obiecujemy jed­nak, że nasza recen­zja będzie rze­tel­na i mamy nadzie­ję, że pod­czas Festiwalu, jak i po nim zosta­nie­cie ugosz­cze­ni rów­nie przy­jem­nie co my.
Dla osób, któ­re nie wie­dzą czym jest Restaurant Week, krót­kie wyja­śnie­nie – jest to cyklicz­ne wyda­rze­nie mają­ce na celu pro­mo­cję restau­ra­cji, ale tak­że kul­tu­ry kuli­nar­nej w Polsce. Zgłaszające się do RW loka­le przy­go­to­wu­ją spe­cjal­ne, trzy­da­nio­we menu, takie spécia­li­té de la maison, każ­de w cenie 39 PLN od oso­by. Jest to świet­na oka­zja by zapro­sić dru­gą połów­kę lub zna­jo­mych do nie­zna­nej wcze­śniej restau­ra­cji lub spró­bo­wać cze­goś nie­ty­po­we­go. Zachęcamy was do rezer­wo­wa­nia ter­mi­nów, bo ich licz­ba jest ogra­ni­czo­na. Wybór w tym roku jest cięż­ki, bo na liście są napraw­dę inte­re­su­ją­ce dania i cie­ka­we miej­sca.

6u9c0988-2

6u9c0991-2

Nasz wybór padł na restau­ra­cję ist­nie­ją­cą od paru lat na wro­cław­skiej sce­nie kuli­nar­nej, ale tak­że kul­tu­ral­niej. Vertigo Jazz Club & Restaurant to bar­dzo nie­tu­zin­ko­we miej­sce. Ukryte pod uli­cą Oławską (wej­ście obok dro­ge­rii) z zewnątrz wyda­je się nie­po­zor­ne, ale jak wia­do­mo – pozo­ry mylą. Elegancka klat­ka scho­do­wa pro­wa­dzi nas do nastro­jo­we­go wnę­trza rodem z cza­sów, gdy na salo­nach kró­lo­wał jazz. W wystro­ju domi­nu­je czer­wień, biel i czerń, a cen­tral­ne miej­sce zaj­mu­je oczy­wi­ście sce­na, na któ­rej nie­mal co wie­czór coś się dzie­je – kon­cert, stand-up, reci­tal lub po pro­stu jam ses­sion. Płaszcze moż­na zosta­wić w szat­ni, a do dys­po­zy­cji odwie­dza­ją­cych jest spo­ro sto­li­ków przy sce­nie, a tak­że kil­ka nie­co bar­dziej na ubo­czu. Zajęliśmy jeden z tych sto­li­ków.
Ponieważ amba­sa­dor­skie zapro­sze­nie obej­mo­wa­ło dwie oso­by, a na degu­sta­cję wybra­li­śmy się całą eki­pą WoK, zabra­łam się do stu­dio­wa­nia kar­ty. Dostępne są dwie zupy (13-14 PLN), sze­ro­ka gama przy­sta­wek (6-23 PLN), czte­ry sałat­ki (22-29 PLN), dania głów­ne (dorsz, stek ribeye z kre­wet­ka­mi i chi­li con car­ne w cenach od 23 do 68 PLN), a tak­że bur­ge­ry, tor­til­la i… hot dogi (17-38 PLN) oraz kil­ka dese­rów (12-13 PLN). Imponuje dłu­ga i cie­ka­wa kar­ta autor­skich i kla­sycz­nych kok­ta­ili alko­ho­lo­wych i ver­gi­ne oraz spo­ry wybór innych alko­ho­li. Same opi­sy dań spra­wia­ją, że ma się ocho­tę skosz­to­wać wszyst­kie­go. Ja zde­cy­do­wa­łam się na zupę koko­so­wą z kre­wet­ka­mi i mał­żą (14 PLN) oraz sałat­kę z kozim serem (29 PLN). Państwo Łasuchowie zda­li się na inwen­cję kucha­rzy i degu­sto­wa­li menu festi­wa­lo­we.

6u9c1017-2

Deszczowa aura znie­chę­ci­ła nas do zim­nych napo­jów, więc zaczę­li­śmy od her­bat (12 PLN), któ­re bły­ska­wicz­nie poja­wi­ły się na sto­li­ku w fir­mo­wych imbrycz­kach. Nieco dłu­żej przy­szło nam cze­kać na dania.

6u9c1002-2

Na począ­tek przy­staw­ki: kulecz­ki z mło­de­go doj­rze­wa­ją­ce­go kozie­go sera z tymian­kiem i roz­ma­ry­nem. Danie pre­zen­to­wa­ło się bar­dzo cie­ka­wie: żeby­śmy przy­pad­kiem nie zapo­mnie­li gdzie jeste­śmy, zosta­ło pod­pi­sa­ne za pomo­cą kakao. Serowe kulecz­ki były wyśmie­ni­te – roz­ma­ryn nada­wał im bar­dzo nie­tu­zin­ko­wy, zio­ło­wy smak, a dodat­ki – miód, orze­chy i kon­fi­tu­ra z porzecz­ki przy­jem­nie prze­ła­ma­ły cha­rak­te­ry­stycz­ny smak kozie­go sera. Niestety, tu poja­wił się drob­ny zgrzyt – i to dosłow­nie, gdyż Pan Łasuch w orze­chach natra­fił na kawa­łe­czek łupin­ki. To nie tyl­ko prze­szka­dza w delek­to­wa­niu się potra­wą, ale jest też mało bez­piecz­ne. Niemniej – przy­staw­ki były bar­dzo smacz­ne.

6u9c1012-2

Dalej było rów­nie dobrze: pie­czo­ny dorsz w maśle z kolen­drą poda­wa­ny z socze­wi­cą oraz okra­szo­ny­mi w maśle pomi­dor­ka­mi kok­taj­lo­wy­mi. Łasuchy tro­chę zmar­kot­nia­ły na wieść, że daniem głów­nym będzie ryba, bo oba za nimi nie prze­pa­da­ją. Ich oba­wy szyb­ko się roz­wia­ły. Dorsz miał napraw­dę świet­ną kon­sy­sten­cję i cudow­ny, maśla­ny smak. Pan Łasuch spa­ła­szo­wał swo­ją por­cję i nie­mal zdzi­wio­ny stwier­dził, że bar­dzo mu sma­ko­wa­ło. Dodatki zda­ją egza­min – socze­wi­ca i poda­wa­ne na cie­pło pomi­dor­ki są dobrym uzu­peł­nie­niem dla ryby.

6u9c1022-2

No i wresz­cie deser – coś co Łasuchy lubią naj­bar­dziej. Słodkości zosta­ły cie­ka­wie poda­ne w kie­lisz­kach. Na dnie pokru­szo­ny andrut i mus owo­co­wy, a na wierz­chu kulecz­ka sor­be­tu jabł­ko­we­go, nie­ste­ty bez bitej śmie­ta­ny, któ­rą moż­na zna­leźć w opi­sie. Niemniej – Pani Łasuchowa orze­kła, że sor­bet jest dosko­na­ły – nie za słod­ki, moc­no jabł­ko­wy i przy­jem­nie orzeź­wia­ją­cy. Bardzo szyb­ko na dnie kie­lisz­ka został tyl­ko deko­ra­cyj­ny kwia­tek, a oba Łasuchy mru­cza­ły z zado­wo­le­niem.

6u9c0993-2

Jeśli cho­dzi o poza – festi­wa­lo­we menu też wyszłam z Vertigo bar­dzo zado­wo­lo­na. Zupa koko­so­wa zosta­ła bar­dzo cie­ka­wie poda­na – owo­ce morza zosta­ły uło­żo­ne zgrab­nie na dnie tale­rza, zaś płyn­na część dania dołą­czy­ła do nich już na sto­le. Wcześniej tego typu poda­nie spo­tka­li­śmy w Dinette. Zupa była bar­dzo dobra, moc­no pikant­na i roz­grze­wa­ją­ca. Łagodniejsze w sma­ku kre­wet­ki dobrze rów­no­wa­ży­ły ostry smak przy­praw, przy­jem­na była tak­że aksa­mit­na kon­sy­sten­cja mlecz­ka koko­so­we­go. Zdecydowanie pole­cam!

6u9c1006-2

Także sałat­ka z kozim serem przy­pa­dła mi do gustu. W jej skład oprócz sera i sała­ty wcho­dził ogó­rek, pomi­dor, orze­chy wło­skie, kawał­ki grusz­ki w winie oraz trzy grzan­ki. Sałatki nie są tanie, ale zaspo­ko­ją głód każ­de­go gło­do­mo­ra – por­cja była spo­ra, cie­szy­ła tak­że słusz­na ilość dodat­ków. Wyjątkowo zachwy­cił mnie doda­tek grusz­ki w winie – soczy­sta, słod­ko-win­na ide­al­nie współ­gra­ła z gorz­ka­wym serem. Niestety, zno­wu malut­ki zgrzyt – ja tak­że zna­la­złam w daniu kawa­łe­czek orze­cho­wej łupin­ki.
Obsługa była na wyso­kim pozio­mie – danie poda­no rów­no­cze­śnie, kel­ner­ka obsłu­gi­wa­ła nas bar­dzo pro­fe­sjo­nal­nie i  spraw­nie, np. dostrze­ga­jąc zawcza­su brak sztuć­ców zabra­nych wcze­śniej z tale­rza­mi i przy­no­sząc zastęp­stwo. Takie deta­le spra­wia­ją, że czas w Vertigo minął nam w bar­dzo przy­jem­nej atmos­fe­rze.
Podsumowując: Vertigo nie zawo­dzi i na pew­no war­to się do nie­go wybrać w ramach Restaurant Week. Menu festi­wa­lo­we jest inte­re­su­ją­ce, dobrze skom­po­no­wa­ne i oczy­wi­ście pięk­nie poda­ne. Warto tu zaj­rzeć tak­że poza festi­wa­lem – ceny są dość wyso­kie (np. więk­szość fir­mo­wych kok­ta­ili alko­ho­lo­wych kosz­tu­je powy­żej 20 PLN), jed­nak wystrój, atmos­fe­ra i świet­na obsłu­ga są tego war­te. Vertigo Jazz Club & Restaurant to dobre miej­sce na rand­kę lub roman­tycz­ną kola­cję przy dźwię­kach jaz­zu lub wręcz prze­ciw­nie – spon­ta­nicz­ne spo­tka­nie towa­rzy­skie przy dobrych drin­kach, w ele­ganc­kim, ale abso­lut­nie nie­na­dę­tym loka­lu. Warto tak­że zapo­znać się z pro­gra­mem sce­ny – wiel­bi­cie­le muzy­ki na żywo i jaz­zu na pew­ni znaj­dą tu coś dla sie­bie. Zdecydowanie pole­ca­my Vertio zarów­no w ramach Restaurant Week, jak i poza nim (tyl­ko uwa­żaj­cie na orze­chy!)
A wy? Wybieracie się na Restauran Week? My na pew­no gdzieś jesz­cze się wybie­rze­my! Dajcie znać, jakie macie pla­ny i podziel­cie się wra­że­nia­mi!

Vertigo Jazz Club & Restaurant
ul. Oławska 13, Wrocław
http://vertigojazz.pl/
http://www.facebook.com/vertigojazzclub

Nikt jeszcze nie skomentował, ale możesz być pierwszy.