Alyki

6U9C6668-2

Pod koniec paź­dzier­ni­ka w kil­ku naj­więk­szych mia­stach w Polsce odby­wa się świę­to wszyst­kich Smakoszy – Restaurant Week. Zasady są pro­ste – restau­ra­cje bio­rą­ce udział w akcji przy­go­to­wu­ją spe­cjal­ne, popi­so­we zesta­wy skła­da­ją­ce się z przy­staw­ki, dania głów­ne­go oraz dese­ru. Cena dla zesta­wu jest taka sama w każ­dej restau­ra­cji, czy­li 39 PLN. Ekipa Wrocławia od kuch­ni nie mogła takie­go wyda­rze­nia prze­ga­pić, zatem po krót­kich kon­sul­ta­cjach zde­cy­do­wa­li­śmy się odwie­dzić restau­ra­cję Alyki w Sky Tower. Zarezerwowaliśmy sto­lik na czwart­ko­wy wie­czór (rezer­wa­cja jest wyma­ga­na, aby skosz­to­wać festi­wa­lo­we­go menu), wpła­ci­li­śmy „wpi­so­we” 39zł od łeb­ka i (pra­wie) punk­tu­al­nie sta­wi­li­śmy się w restau­ra­cji.

Pierwsze wra­że­nie było świet­ne – sto­lik już na nas cze­kał, szyb­ko poja­wił się kel­ner z kar­tą i obja­śnie­nia­mi, co w zasa­dzie będzie­my degu­sto­wać. Za to nale­ży się restau­ra­cji ogrom­ny plus! Ponieważ hasłem tej edy­cji RW było „Lokalnie”, skład­ni­ki dań pocho­dzi­ły z oko­łow­ro­cław­skich miej­sco­wo­ści. Bardzo sym­pa­tycz­na ini­cja­ty­wa – świa­do­mość, że miód poda­ny do okra­sze­nia zupy, pocho­dził z trzeb­nic­kich pasiek, na pew­no miłe uroz­ma­ici­ła posi­łek.

6U9C6650-2

Pani Łasuchowa i pan Łasuch zamó­wi­li do posił­ku lemo­nia­dy imbi­ro­we (po 8 PLN), ja zaś sku­si­łem się na lamp­kę bia­łe­go, pół­słod­kie­go wina XVIII st. Luis (10 PLN / kie­li­szek). Ładnie poda­ne w wyso­kich szklan­kach lemo­nia­dy nie były odkryw­cze, ale smacz­ne. Wino (wybra­ne z obszer­nej kar­ty) tak­że było przy­jem­ne. Warto dodać, że kel­ner potra­fił dora­dzić, jakie wino będzie się kom­po­no­wać do poda­wa­nych dań.

6U9C6646-2

Przejdźmy do meri­tum: jedze­nie! Jako pierw­sza na sto­le poja­wi­ła się zupa. Cytując za menu: „krem z pie­czo­nej grusz­ki dol­no­ślą­skiej, chips ze skor­zo­ne­ry, rosa mio­du nawło­cio­we­go ze Wzgórz Trzebnickich, kieł­ki bura­ka, emul­sja pie­trusz­ko­wa”. Co tu dużo mówić – zupa była wspa­nia­ła! Słodycz grusz­ki rów­no­wa­ży­ła pikant­ność przy­praw, a miód, skor­zo­ne­ra i pie­trusz­ka dopeł­nia­ły kom­po­zy­cji. Pietruszki się odro­bi­nę bałam, bo nie jestem jej fan­ką, ale fak­tycz­nie jej doda­tek spra­wił, że smak kre­mu nabie­rał nowe­go wymia­ru. Szóstka z plu­sem :)

6U9C6658-2

6U9C6655-2

Rozochoceni wspa­nia­łą zupą z cie­ka­wo­ścią wyglą­da­li­śmy dania głów­ne­go, czy­li „Łosoś sous-vide, emul­sja z dzi­kiej róży, karam­bo­la kom­pre­so­wa­na w Cydrze Trzebnickim, maka­ron z sepią i pian­ka z jabłek”. Opis bar­dzo fan­ta­zyj­ny i prze­ma­wia­ją­cy do wyobraź­ni. Po chwi­li na sto­le poja­wi­ły się prze­pięk­nie poda­ne dania i… nie­ste­ty odro­bi­nę się roz­cza­ro­wa­li­śmy. Mimo fan­ta­zyj­nych skład­ni­ków i inte­re­su­ją­ce­go poda­nia, całość była odro­bi­nę pozba­wio­na wyra­zu. Łosoś oczy­wi­ście ide­al­nie deli­kat­ny, ale pozba­wio­ny cha­rak­te­ru. Sos z omu­łek, któ­re­go nie było w opi­sie potra­wy (ale wspo­mniał o nim kel­ner) odro­bi­nę rato­wał rów­nie mdły czar­ny maka­ron, ale tyl­ko odro­bi­nę. Redukowana karam­bo­la to bar­dzo cie­niut­ki pla­ste­rek owo­cu, z któ­re­go cięż­ko było wyczy­tać smak. Jedyny zde­cy­do­wa­ny akcent sta­no­wi­ły klek­sy z dosko­na­łe­go sosu róża­ne­go. Nie mogę powie­dzieć, że danie było nie­smacz­ne, wręcz prze­ciw­nie, po pro­stu nie dora­sta­ło sma­kiem do boga­tej opra­wy.

6U9C6664-2

Na koniec został deser, o któ­rym wie­dzie­li­śmy z innych recen­zji, że jest „dziw­ny”. I był dziw­ny :) Wedle opi­su: „Tarta, krem dynio­wy z serem kozim Ritta z Koziej Łąki, poma­rań­cza, chil­li, solo­ny kar­mel”. Przede wszyt­kim, tar­ta była słod­ko-sło­na. Ciężko opi­sać wra­że­nia sma­ko­we, ale szcze­rze mówiąc, według mnie nie były do koń­ca pozy­tyw­ne. Słodkie cia­sto nie współ­gra­ło za dobrze z far­szem, gdzie sło­ny smak sera moc­no zdo­mi­no­wał deli­kat­ną dynię. Ładna deko­ra­cja z kar­me­lu i bar­dzo smacz­na kan­dy­zo­wa­na poma­rań­cza prze­ła­ma­ły tro­chę sło­ność i nada­ły daniu cha­rak­ter dese­ru. Pomyłką były nitecz­ki chil­li. Dlaczego? Powiedzmy, że przez dłuż­szy czas zasta­na­wia­li­śmy się, czy przez pomył­kę nie dosta­li­śmy tar­ty deko­ro­wa­niem sza­fra­nem, bo nie uda­ło nam się uświad­czyć ostre­go sma­ku.

Warto zauwa­żyć, że wszyst­kie por­cje były raczej nie­wiel­kie, bar­dziej nasta­wio­ne na degu­sta­cję nowych sma­ków niż na naje­dze­nie się do syta. Wydaje mi się tak­że, że Kucharz tro­chę prze­kom­bi­no­wał – naj­le­piej wypa­dła naj­prost­sza w potra­wa, czy­li zupa, a tam gdzie poja­wił się stos egzo­tycz­nych i nie­zbyt „lokal­nych” pro­duk­tów (karam­bo­la?) smak się jak­by tro­chę zagu­bił.

Lokal zro­bił na nas dobre wra­że­nie. Bardzo przy­tul­ny wystrój zdo­mi­no­wa­ły beże i „podróż­ni­cze” moty­wy deko­ra­cyj­ne. Ogólnie duży plus za sta­ran­ną obsłu­gę kel­ner­ską (mimo duże­go ruchu byli­śmy bar­dzo spraw­nie obsłu­że­ni) i pięk­nie poda­nie potraw. Nieco gorzej z ich sma­kiem. Może to kwe­stia tego, że Restaurant Week cie­szy się dużym powo­dze­niem, więc Kucharz wpadł w ruty­nę i stąd bra­ki? Na pew­no jesz­cze odwie­dzi­my Alyki, aby poznać codzien­ne menu i spraw­dzić, jak Kucharze spraw­dza­ją się w mniej inten­syw­nym okre­sie. Interesujące menu do tego zde­cy­do­wa­nie zachę­ca :)

Alyki
ul. Powstańców Śląskich 95, Wrocław
http://www.alyki.pl/
http://www.facebook.com/ALYKI-Nasza-Restauracja

Nikt jeszcze nie skomentował, ale możesz być pierwszy.