MARCELINO chleb i wino

01Lip
2014

MARCELINO chleb i wino

Marcelino_01

Wrocław od kuch­ni obcho­dzi dziś swo­je pierw­sze uro­dzi­ny. Z tej oka­zji posta­no­wi­li­śmy udać się do tego same­go miej­sca co rok temu i ponow­nie odwie­dzić restau­ra­cję Lobkowicz, któ­rej recen­zją roz­po­czę­li­śmy naszą przy­go­dę z blo­giem. Jakież było nasze zdzi­wie­nie, kie­dy na miej­scu Lobkowicza zoba­czy­li­śmy zupeł­nie inny lokal. MARCELINO chleb i wino zosta­ło otwar­te led­wie chwi­lę temu, a już pęka w szwach. Trochę roz­cza­ro­wa­ni, ale też cie­ka­wi weszli­śmy do środ­ka. Chwilę trwa­ło, zanim zwol­nił się sto­lik w ogród­ku. Tę chwi­lę poświę­ci­li­śmy na szyb­kie roze­zna­nie w menu i opi­niach w inter­ne­cie. Kuchnia wło­ska, bo taką ser­wu­je Marcelino, to nie­zbyt odkryw­czy pomysł, ale w Polsce to pew­niak na przy­cią­gnię­cie klien­tów. Marcelino wyróż­nia się maka­ro­na­mi wła­snej robo­ty, otwar­tą kuch­nią i piz­zą z pie­ca opa­la­ne­go drew­nem. Jak sami piszą, ich dania są autor­ską inter­pre­ta­cją fla­go­wych dań kuch­ni wło­skiej i euro­pej­skiej, a „krop­ką nad i” ma być boga­ta ofer­ta win.
Właściciele Marcelino zupeł­nie zmie­ni­li wystrój loka­lu. Postawili na biel, lek­kość i prze­strzeń. My tym razem zaję­li­śmy miej­sce w ogród­ku. Już po chwi­li przy sto­li­ku poja­wi­ła się kel­ner­ka z przy­staw­ką w posta­ci świe­żut­kie­go pie­czy­wa i oli­wy z oli­wek. Pieczywo znik­nę­ło z tale­rza w mgnie­niu oka, a my tak zachę­ce­ni zagłę­bi­li­śmy się w menu, któ­re zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cym tren­dem jest dość krót­kie, ale tre­ści­we.

Marcelino_02

Do picia zamó­wi­li­śmy kok­taj­le bez­al­ko­ho­lo­we. Ja wybra­łam Day After (12 PLN) czy­li 4 pla­stry ogór­ka, szczyp­tę zie­lo­nej pie­trusz­ki, sok z limon­ki, syrop cukro­wy i sok żura­wi­no­wy. Plus za to, że kok­tajl nie był bar­dzo słod­ki, minus za sam fakt uży­cia syro­pu. Pan Łasuch wybrał Lychi Iced Tea (12 PLN) czy­li puree z liczi, sok cytry­no­wy, syrop cukro­wy, czar­ną her­ba­tę, wodę gazo­wa­ną i 4 pla­stry cytry­ny w cał­kiem smacz­nej mie­szan­ce ze zde­cy­do­wa­nie mniej wyczu­wal­nym syro­pem cukro­wym.

Marcelino_03

Włoską kuch­nię zazwy­czaj zaczy­na­my testo­wać od kre­mu z pomi­do­rów. Nie ina­czej było i tym razem. Krem z pomi­do­rów u Marcelino (12 PLN), to cał­kiem przy­jem­na zupa o kre­mo­wej kon­sy­sten­cji (co po odwie­dze­niu wie­lu loka­li w mie­ście nie jest takie oczy­wi­ste ;) i dość łagod­nym sma­ku i uwień­czo­na klek­sem śmie­tan­ki i oli­wy z oli­wek. Nie jest to naj­lep­szy krem jaki przy­szło mi jeść, ale jak naj­bar­dziej popraw­ny.

Marcelino_05

Pan Łasuch wybrał zupę dnia (14 PLN) i otrzy­mał talerz pełen soczy­ście zie­lo­ne­go kre­mu szpi­na­ko­we­go, któ­ry go zachwy­cił. Ja po spró­bo­wa­niu doszłam do wnio­sku, że zupa jest nie­co mdła, ale nie jestem wiel­ką fan­ką szpi­na­ku.

Marcelino_04

Danie głów­ne nie­ste­ty nie­co mnie roz­cza­ro­wa­ło. Polędwiczka wie­przo­wa w zio­ło­wej panier­ce z bukie­tem fasol­ki szpa­ra­go­wej i aro­ma­ty­zo­wa­ny­mi ziem­niacz­ka­mi (42 PLN) o wie­le lepiej sma­ko­wa­ła w mojej wyobraź­ni niż w rze­czy­wi­sto­ści. Ziemniaki pre­zen­to­wa­ły się na tale­rzu dość smut­no i nie­ste­ty były na wpół suro­we, nie mia­ły też zbyt wyraź­ne­go sma­ku i nie oby­ło się bez sol­nicz­ki. Fasolka była ide­al­nie ugo­to­wa­na, ale poza tym nie moż­na o niej nicze­go wię­cej powie­dzieć. Co do isto­ty dania, czy­li pole­d­wicz­ki wie­przo­wej nie mogę się przy­cze­pić – odpo­wied­nio mięk­ka, dość cie­ka­wa w sma­ku, choć gdy­by nie towa­rzy­szą­cy jej sos, to była­by dość sucha. Panierka zio­ło­wa mia­ła zde­cy­do­wa­nie musz­tar­do­wy posmak. Danie w cało­ści mało odkryw­cze, ale smacz­ne, choć z ziem­niacz­ka­mi do popraw­ki.

Marcelino_06

Pan Łasuch tra­fił zde­cy­do­wa­nie lepiej. Jego Filet Mignon z kon­fi­tu­rą z czer­wo­nej cebu­li, sosem gor­gon­zo­la i dijon (59 PLN), choć tro­chę skrom­ny, był napraw­dę smacz­ny. Dopiero w domu zorien­to­wa­li­śmy się, że nie dostał wid­nie­ją­ce­go w menu bukie­tu sałat i julien­ne z buracz­ków i wywo­ła­ło to w nas lek­ki nie­smak. Restauracja aspi­ru­ją­ca do wykwint­nej i na pozio­mie nie powin­na zali­czać takich wpa­dek, zwłasz­cza przy dość wyso­kich cenach dań. Ogólnie kel­ner­ki były nie­co zagu­bio­ne i stre­mo­wa­ne, choć sym­pa­tycz­ne.

Marcelino_07

Zwieńczeniem posił­ku miał być deser, gorą­co pole­ca­ny przez kel­ner­kę. Po krót­kiej nara­dzie obo­je zde­cy­do­wa­li­śmy się na Cremoso – deli­kat­ny krem z ser­ka mascar­po­ne z maśla­ny­mi bli­na­mi i sosem mali­no­wym (14 PLN). Dla miło­śni­ków bar­dzo słod­kich dese­rów będzie to nie­za­po­mnia­ne prze­ży­cie sma­ko­we, ja jed­nak poczu­łam się nie­co zemdlo­na i tro­chę żało­wa­łam, że nie zde­cy­do­wa­łam się na Tiramisu. Pan Łasuch nie miał żad­nych obiek­cji i wcią­gnął swój deser na dwa kęsy.

Marcelino_08

Marcelino chleb i wino to kolej­ną wło­ską restau­ra­cja we Wrocławiu. Zamówione przez nas dania, choć smacz­ne, to nie prze­nio­sły nas do sło­necz­nej Italii. Mamy ocho­tę wró­cić tam jesz­cze na piz­zę i maka­ro­ny, co pew­nie nie­ba­wem uczy­ni­my.
Za obiad zło­żo­ny z dwóch dań i dese­ru zapła­ci­li­śmy 179 PLN.

MARCELINO chleb i wino
Rynek 16/17, Wrocław
http://www.facebook.com/marcelino.wroc

9 komentarzy