Pod Papugami

Papugi_02

Pod Papugami to kolej­na restau­ra­cja, na któ­rą namó­wił nas Pan Pasibrzuch. Dla mnie był to pierw­szy raz w tym miej­scu, ale Pani Łasuchowa bywa­ła tam lata temu i zachwa­la­ła to miej­sce. Pod Papugami ma już dłu­gi staż we Wrocławiu i z tego, co zdo­ła­łem prze­czy­tać, cał­kiem nie­złą opi­nię wśród miesz­kań­ców – tym wyż­szą poprzecz­kę posta­wi­łem tej restau­ra­cji. Czy uda­ło się ją prze­sko­czyć? O tym już za chwi­lę.
Po wej­ściu do loka­lu, miło zasko­czył nas panu­ją­cy tam gwar. Większość sto­li­ków była zaję­ta, ale cudem uda­ło nam się zna­leźć świet­ne miej­sce na antre­so­li z wido­kiem na całą restau­ra­cję. Dość szyb­ko poja­wi­ła się tez kel­ner­ka żeby ode­brać zamó­wie­nie, jed­nak to zaję­ło nam tro­chę cza­su, bo kar­ta Pod Papugami jest dość roz­bu­do­wa­na. Byliśmy tego dnia bar­dzo głod­ni, więc zde­cy­do­wa­li­śmy się na przy­staw­ki. Ja nie­daw­no ponow­nie odkry­łem kre­wet­ki, więc zamó­wi­łem mary­no­wa­ne kre­wet­ki sma­żo­ne z suszo­ny­mi pomi­do­ra­mi, czosn­kiem i oliw­ka­mi poda­ne z ruko­lą i cuki­nio­wym julien­ne (40 PLN) i to był strzał w dzie­siąt­kę. Krewetki były faj­nie dopra­wio­ne i ide­al­nie usma­żo­ne. Do tego chrup­ka cuki­nia w słup­kach z czosn­ko­wym posma­kiem. Nie żało­wa­łem ani kęsa.

Papugi_03

Pani Łasuchowa zaczę­ła dość ten­den­cyj­nie, bo wybra­ła wło­ską szyn­kę doj­rze­wa­ją­cą z melo­nem i ruko­lą (12 PLN), ale trze­ba jej wyba­czyć, bo na widok melo­na dosta­je śli­no­to­ku. Tak było i tym razem, więc oczy­wi­stym jest, że danie jej sma­ko­wa­ło.

Papugi_04

Pan Pasibrzuch jak zwy­kle na boga­to, nie ogra­ni­czył się do jed­nej przy­staw­ki. Cały wie­czór powta­rzał, że ma nastrój na egzo­tycz­ne stwo­rze­nia wod­ne i oko­ło­wod­ne, więc na sto­le przed nim poja­wi­ły się na mał­że nowo­ze­landz­kie zapie­ka­ne z sosem pesto (14 PLN), któ­re sma­ko­wa­ły tyl­ko jemu, bo my łasu­chy za stwo­rze­nia­mi wod­ny­mi nie prze­pa­da­my.

Papugi_00

Po chwi­li Pan Pasibrzuch dostał też żabie udka z sosem śmie­ta­no­wo – szczy­pior­ko­wym i pie­czy­wem (34 PLN) i tym razem każ­de z nas chcia­ło spró­bo­wać małych żabich nóżek. O dzi­wo oka­za­ły się napraw­dę smacz­ne i deli­kat­ne, choć mie­li­śmy lek­ki psy­chicz­ny opór kie­dy poja­wi­ły się na sto­le. W otrzy­ma­nym daniu jedy­ne, co nie gra­ło, to dość cięż­ki sos śmie­ta­no­wy, któ­re­go smak był zbyt domi­nu­ją­cy i zde­cy­do­wa­nie za bar­dzo „domo­wy”. Żabie udka chęt­nie jesz­cze powtó­rzy­my, ale koniecz­nie w innym wyko­na­niu.

Papugi_05

Przystawki znik­nę­ły w naszych brzu­chach i zro­bi­li­śmy sobie małą prze­rwę przed praw­dzi­wą ucztą. W mię­dzy­cza­sie wypi­li­śmy Paulanera (12 PLN) i Virgin Mojito (15 PLN).

Papugi_06

Tym razem kolej­ny raz prze­ko­na­łem się, że pecho­wo wybie­ram dania w restau­ra­cjach. Wybrana prze­ze mnie kacza pierś z sosem z tra­wy żubro­wej, poda­na z puree jabł­ko­wo – chrza­no­wym, kar­me­li­zo­wa­ny­mi cebul­ka­mi i zio­ło­wy­mi ziem­nia­ka­mi (46 PLN) nie­spe­cjal­nie przy­pa­dła mi do gustu. Miałem wra­że­nie, że jest nie­co gumo­wa­ta. Za to puree pierw­sza kla­sa i ono wła­snie ura­to­wa­ło całe danie.

Papugi_07

Ogromnie zazdro­ści­łem Pani Łasuchowej, któ­rej Comber z kró­li­ka w sosie z bia­łej cze­ko­la­dy i gor­gon­zo­li, poda­ny z ruko­lą i kar­me­li­zo­wa­nym w occie bal­sa­micz­nym koprem wło­skim (50 PLN) wygrał wie­czór. Niesamowicie deli­kat­ny, w zaska­ku­ją­co pysz­nym sosie, a kar­me­li­zo­wa­ny koper wło­ski miał tak zaska­ku­ją­cy smak, ze do dziś go wspo­mi­nam.

Papugi_08

Pan Pasibrzuch pozo­stał w wod­nych kli­ma­tach i wybrał polę­dwi­cę woło­wą z kre­wet­ka­mi, mle­kiem koko­so­wym, sałat­ką z poma­rań­czy i awo­ka­do, poda­ną z zio­ło­wy­mi ziem­nia­ka­mi (78 PLN). Nie miał więk­szych zastrze­żeń co do tego dania, zachwa­lał jego lek­kość i świe­żość.

Papugi_09

Nie mie­li­śmu w pla­nach dese­ru i w zasa­dzie nie mie­li­śmy już na nie­go miej­sca w brzu­chach, ale kie­dy kel­ner­ka nio­sła dese­ry do sto­li­ka obok, stwier­dzi­li­śmy, że naj­wy­żej będzie­my się toczyć w dro­dze do domu i doko­na­li­śmy kolej­ne­go zamó­wie­nia.
Pan Pasibrzuch wybrał tar­tę śmie­tan­ko­wą z owo­ca­mi sezo­no­wy­mi (16 PLN), któ­ra po tak obfi­tej kola­cji była lek­kim, ide­al­nym jej zwień­cze­niem. Odpowiednio, nie­prze­sad­nie słod­ka, nie­zbyt duża por­cja pozo­sta­wi­ła miłe wra­że­nie sma­ko­we.

Papugi_10

Pani Łasuchowa rów­nież nie narze­ka­ła na poda­ny jej stru­del jabł­ko­wy na cie­pło z loda­mi wani­lio­wy­mi, cyna­mo­nem i bitą śmie­ta­ną (18 PLN), jed­nak widzie­li­śmy, że prze­ły­ka go ostat­kiem sił. Strudel, mimo że smacz­ny, był zde­cy­do­wa­nie zbyt cięż­ki jak na ten wie­czór i ilość wcze­śniej­szych dań.

Papugi_11

Ja wybra­łem cre­me bru­lee (15 PLN) i w zasa­dzie mogę jedy­nie stwier­dzić, że było popraw­ne. Byłem nie­co roz­cza­ro­wa­ny, że nie zna­la­złem w kar­cie nicze­go bar­dziej odkryw­cze­go, bo oprócz zamó­wio­nych przez nas dese­rów, pozo­sta­ły do wybo­ru tyl­ko lody. Tym razem szef kuch­ni nie wyszedł poza kanon upar­cie ser­wo­wa­ny w więk­szo­ści restau­ra­cji.

Papugi_12

Za wystaw­ną i bar­dzo sycą­cą kola­cję, uwień­czo­ną dese­ra­mi i szczo­drze pod­la­ną alko­ho­lem, zapła­ci­li­śmy 374 PLN. Dania w Pod Papugami sma­ko­wa­ły nam, jed­nak poza kró­li­kiem Pani Łasuchowej, nie przy­nio­sły efek­tu wow. Mimo to restau­ra­cję jak naj­bar­dziej pole­ca­my. Klasyczne, świet­nie przy­rzą­dzo­ne i bar­dzo este­tycz­nie poda­ne dania w ład­nym, żyją­cym wnę­trzu zado­wo­lą w zasa­dzie każ­de­go sma­ko­sza.

Pod Papugami
ul. Sukiennice 9a, Wrocław
http://podpapugami.com.pl
http://www.facebook.com/podpapugami

6 komentarzy