Pierogarnia Stary Młyn

16Sie
2013

Pierogarnia Stary Młyn

Pierogarnia_01

Któż nie kocha pie­ro­gów? My kocha­my, więc jako miło­śni­cy pysz­ne­go bab­ci­ne­go jedze­nia, nie mogli­śmy pomi­nąć w naszych wędrów­kach po wro­cław­skich restau­ra­cjach Pierogarni Stary Młyn. Tego dnia byli­śmy bar­dzo głod­ni i mie­li­śmy spo­ro ocze­ki­wa­nia co do tej restau­ra­cji. Już nam ślin­ka cie­kła na myśl o pysz­nych pie­roż­kach, zasmaż­ce i swoj­skich sma­kach zapa­mię­ta­nych z dzie­ciń­stwa. Raźnym kro­kiem weszli­śmy do loka­lu i naszym oczom uka­za­ło się pięk­ne drew­nia­ne wnę­trze z bal­ko­ni­ka­mi, dopra­co­wa­ne w naj­drob­niej­szych szcze­gó­łach. Nic nie zwia­sto­wa­ło tra­ge­dii, któ­ra mia­ła się roze­grać tego wie­czo­ru.

Po zaję­ciu miejsc, bar­dzo miła kel­ner­ka przy­nio­sła nam kar­ty. Duże, ład­nie wyko­na­ne, zachę­ca­ły zdję­cia­mi dań. Stawaliśmy się coraz bar­dziej głod­ni i po szyb­kiej nara­dzie zamó­wi­li­śmy jedze­nie. Dość szyb­ko na sto­le poja­wi­ła się her­ba­ta mro­żo­na (8,96 PLN). Każdy z nas zamó­wił inną – żura­wi­no­wo-man­da­ryn­ko­wą, mię­to­wo-cytru­so­wą i egzo­tycz­ną. W tym miej­scu nastą­pi­ło pierw­sze roz­cza­ro­wa­nie, gdyż poda­ne napo­je koło her­ba­ty nawet nie sta­ły. Była to lemo­nia­da zro­bio­na na bazie sma­ko­wych syro­pów i mia­ła sztucz­ny posmak. Kolory też nie pozo­sta­wia­ły złu­dzeń, co do jej natu­ral­no­ści.

Pierogarnia_02

Po jakimś cza­sie kel­ner­ka przy­nio­sła nam dar­mo­wą przy­staw­kę (jak póź­niej się oka­za­ło tyl­ko dzię­ki niej nie umar­li­śmy z gło­du w trak­cie ocze­ki­wa­nia na wła­ści­we zamó­wie­nie) w posta­ci chle­ba, smal­cu i ogór­ków kon­ser­wo­wych. Przystawka była nawet smacz­na i zaostrzy­ła nam ape­tyt.

Pierogarnia_03

Przystawka szyb­ko znik­nę­ła w naszych żołąd­kach, a ocze­ki­wa­nie na pie­ro­gi coraz bar­dziej się wydłu­ża­ło, mimo że w loka­lu nie było wie­lu osób. W koń­cu, po ponad 40 minu­tach ocze­ki­wa­nia, głod­ni i już tro­chę poiry­to­wa­ni dosta­li­śmy nasze zamó­wie­nia. Pan Smakosz wybrał pie­ro­gi z pie­ca nazwa­ne w kar­cie „pie­cu­cha­mi” w wer­sji na słod­ko. Pierogi Bajkowe, bo pod taką nazwą figu­ro­wa­ły, mia­ły w sobie płat­ki owsia­ne, krów­kę, rodzyn­ki i orze­chy (14,46 PLN za 3 pie­ro­gi). Zupełnie nie przy­po­mi­na­ły pie­cu­chów na zdję­ciu w kar­cie, były suche i ogrom­ne. Pan Smakosz zabrał się za jedze­nie swo­ich pie­ro­gów i jak patrzy­li­śmy na nie­go, to cią­głe żuł i żuł i żuł i przy dru­gim pie­ro­gu wyglą­dał jak­by miał dość. Spróbowaliśmy więc tych baj­ko­wych wyro­bów i na chwi­lę też odda­li­śmy się prze­żu­wa­niu. Płatki owsia­ne w pie­ro­gach to nie jest to, co Łasuchy lubią naj­bar­dziej, choć Pan Smakosz jakoś szcze­gól­nie nie narze­kał. Dla nas było to za słod­kie i za suche, nie pomo­gło też pod­la­nie pie­ro­ga sosem wani­lio­wym (któ­ry nie sma­ko­wał jak wani­lio­wy) wcho­dzą­cym w skład zamó­wie­nia.

Pierogarnia_04

Ja z kolei chcia­łam mieć jakąś odmia­nę i roze­zna­nie w ofer­cie Pierogarni Stary Młyn, więc zamó­wi­łam zarów­no pie­cu­chy jak i lepio­chy, czy­li tra­dy­cyj­ne pie­ro­gi z wody. Po cichu liczy­łam, że Pan Łasuch pomo­że mi je zjeść, no i jesz­cze wte­dy nie wie­dzia­łam o gigan­tycz­nych roz­mia­rach pie­cu­chów. Najpierw zabra­łam się za lepio­chy Leśniczego (16,96 PLN za pięć sztuk) z kur­ka­mi i cebul­ką. Miałam co do nich duże ocze­ki­wa­nia i nie­ste­ty bar­dzo się zawio­dłam. Ciasto było twar­de i gumo­wa­te, nadzie­nie sła­bo dopra­wio­ne i choć pole­wa­łam je śmie­ta­ną pole­ca­ną przez kel­ner­kę, to nie­ste­ty sma­ku to nie popra­wi­ło.

Pierogarnia_07

Piecuchy wybra­łam w wer­sji wege­ta­riań­skiej tzw. Izbowe z socze­wi­cą, serem i pie­czar­ka­mi (11,96 PLN za trzy sztu­ki) i z dodat­ko­wą, osob­no poda­na okra­są. Jedynym smacz­nym ele­men­tem tego dania była okra­sa. Piecuchy były suche, twar­de i nie­co mdłe, do tego por­cja była tak wiel­ka, że jeden cał­ko­wi­cie mnie zapchał i już nie mia­łam ocho­ty na dal­szy ciąg.

Pierogarnia_05

Pan Łasuch wybrał chy­ba naj­smacz­niej­sze danie, choć do ide­ału było mu dale­ko. Czeburek Diabelski, bo tak się nazy­wa­ło, to taki pie­cuch jak nasze, tyle że kil­ka razy więk­szy (26,96 PLN). W środ­ku tak samo suche­go opa­ko­wa­nia z cia­sta znaj­do­wa­ły się: mię­so woło­we, papry­ka, cebul­ka i ogó­rek kon­ser­wo­wy. W zesta­wie był też dowol­ny sos, Pan Łasuch wybrał pomi­do­ro­wy. Po wylą­do­wa­niu cze­bur­ka na sto­le, Pan Łasuch zaczął się śmiać i ze zdzi­wie­niem spo­glą­dać na swój talerz, na któ­rym znaj­do­wał się twór wiel­ko­ści bochen­ka chle­ba. W środ­ku było nadzie­nie w sma­ku przy­po­mi­na­ją­ce tro­chę mek­sy­kań­skie chi­li con car­ne, jed­nak całość była sta­now­czo zbyt sucha, a sos pomi­do­ro­wy poda­ny w małej misecz­ce bar­dzo szyb­ko się skoń­czył.

Pierogarnia_06

Wizyta w Pierogarni Stary Młyn ogrom­nie nas roz­cza­ro­wa­ła. Podane nam dania nie odpo­wia­da­ły zdję­ciom w kar­cie (pie­cu­chy) i były zwy­czaj­nie nie­smacz­ne i zapy­cha­ją­ce. Jak na miej­sce znaj­du­ją­ce się w samym cen­trum mia­sta, spe­cja­li­zu­ją­ce się w pie­ro­gach, to wypa­dło bar­dzo źle. Na pew­no wię­cej tam nie wró­ci­my i będzie­my odra­dzać takie pomy­sły naszym zna­jo­mym. Pierwszy raz zde­cy­do­wa­nie nie pole­ca­my. Na plus może­my jedy­nie zali­czyć bar­dzo miłą, zorien­to­wa­na w kar­cie obsłu­gę i faj­ny wystrój. Niestety to tro­chę za mało, żeby nas uwieść i zachę­cić do kolej­nych wizyt.

Za pie­ro­gi i inne two­ry zapła­ci­li­śmy 99,02 PLN, nie uda­ło nam się zjeść wszyst­kie­go, a resz­ta zabra­na do domu rodzi­nie tak­że zbyt­nio nie sma­ko­wa­ła.

Pierogarnia Stary Młyn
Rynek 26, Wrocław
http://pierogarnie.com/
http://www.facebook.com/PierogarniaStaryMlynWroclaw

10 komentarzy